TOTTENHAM NIE DAŁ RADY, WRZESIEŃ 2026 NALEŻY DO ASTON VILLI
Aston Villa wygrała z Tottenhamem 3:2 i przyznam, że po takim meczu ciężko było spokojnie patrzeć na zegar w końcówce. Mieliśmy już 3:0, a mimo tego ostatnie minuty zrobiły się naprawdę nerwowe. Najważniejsze jednak, że trzy punkty jadą z nami.
Pierwsza połowa nie była wielkim widowiskiem, ale Villa potrafiła znaleźć swoją szansę. Tottenham miał więcej piłki, jednak nie przekładało się to na wynik. Gospodarze próbowali między innymi za sprawą Savio, ale Zion Suzuki dobrze radził sobie z jego uderzeniami.
Villa czekała na swoją okazję i doczekała się jej praktycznie w najlepszym możliwym momencie. W 45. minucie Johan Manzambi trafił do siatki i dał nam prowadzenie tuż przed przerwą. 1:0 po pierwszej połowie i Tottenham musiał odrabiać straty.
Po zmianie stron gospodarze dalej mieli przewagę w posiadaniu. Villa nie zamierzała jednak oddawać meczu. W 58. minucie Nicolas Jackson próbował uderzenia, ale jego strzał został zablokowany.
Chwilę później zrobiło się gorąco. Mohammed Kudus trafił do bramki Tottenhamu, ale po analizie VAR gol został anulowany. Spalony. Villa mogła więc odetchnąć, bo wyrównanie było naprawdę blisko.
I wtedy przyszła odpowiedź. W 67. minucie Nicolas Jackson wykorzystał swoją okazję i zrobiło się 2:0. To był bardzo dobry moment Villi. Tottenham miał piłkę, ale my byliśmy konkretniejsi pod bramką.
Na 3:0 podwyższył Emiliano Buendia. W 79. minucie dostał piłkę od Joao Gomesa i zdecydował się na uderzenie zza pola karnego. Strzał prawą nogą był skuteczny. Taki gol w tym momencie meczu wyglądał jak przypieczętowanie zwycięstwa.
No właśnie, wyglądał.
Tottenham szybko ruszył do ataku. W 86. minucie Conor Gallagher zdobył bramkę i zrobiło się 3:1. Villa musiała więc jeszcze trochę popracować, mimo że wcześniej wszystko wyglądało już bardzo dobrze.
Sędzia doliczył siedem minut. Gospodarze mieli wtedy mnóstwo piłki i próbowali wrzucać ją w nasze pole karne. W 90. minucie mieliśmy już 64 procent posiadania po stronie Tottenhamu przy 36 procentach Villi. W samej końcówce trzeba było po prostu wytrzymać.
I prawie się udało bez kolejnych emocji. W ósmej minucie doliczonego czasu Andrew Robertson dośrodkował w pole karne, a Jan Paul van Hecke strzałem głową zdobył drugiego gola dla Tottenhamu. 3:2.
Wtedy naprawdę zrobiło się nerwowo. Tottenham miał jeszcze piłkę, próbował kolejnych akcji, a zawodnicy Villi kilka razy musieli wybijać futbolówkę z własnego pola karnego. Tyrone Mings przechwycił jedno z dośrodkowań, Zion Suzuki również dobrze radził sobie z piłkami zagrywanymi w pole karne.
Na szczęście więcej goli już nie było. Sędzia zakończył mecz przy wyniku 3:2.
Patrząc na statystyki, Tottenham miał przewagę. Gospodarze posiadali piłkę przez 64 procent czasu, Villa miała 36 procent. Tottenham oddał też 7 celnych strzałów przy 6 po naszej stronie i wykonał aż 11 rzutów rożnych. Villa miała tylko jeden.
Tyle że na końcu liczy się wynik. Tottenham miał więcej piłki, ale Villa była skuteczniejsza. Manzambi dał nam prowadzenie, Jackson dołożył drugiego gola, a Buendia zrobił 3:0 świetnym uderzeniem z dystansu. Później zaczęła się walka o utrzymanie wyniku i ostatecznie udało się go dowieźć.
Szczególnie cieszy to, że po golu na 2:0 nie cofnęliśmy się całkowicie. Villa nadal szukała swoich okazji i właśnie tak padła bramka Buendii. Potem było już trochę nerwów, ale tego dnia najważniejsze było jedno — wracamy z trzema punktami.
3:2 z Tottenhamem na wyjeździe. Po takiej końcówce można było tylko odetchnąć. Villa zrobiła swoje.






